pogoda

Wino z charakterem

  • piątek, Lut 15 2013
  • Napisane przez 
  • wielkość czcionki zmniejsz wielkość czcionki powiększ czcionkę

Dyskusje degustatorów i krytyków winiarskich na temat polskich win odbijają się żywych echem w środowisku winiarzy, coraz głośniej jest też o tym w mediach. Wciąż nie brakuje sceptyków i ignorantów, na szczęcie jednak sympatyków naszego rodzimego wina z roku na rok jest coraz więcej. Oceny bywają różne, nikt jednak nie zaprzecza, że nasze wina mają swój specyficzny charakter i bez wątpienia wnoszą nowe wartości do światowej kultury wina. Nie są to wina proste w odbiorze i z tego względu doceniane są częściej przez wytrawnych degustatorów, świadomie szukających win z charakterem. Ze względu na trudniejszy w stosunku do innych regionów Europy polski klimat, w większości są to wina z odmian mieszańcowych, odporniejszych zarówno na niskie temperatury jak i choroby.

Nierzadko polscy krytycy winiarscy, którzy wyrośli na degustowaniu zagranicznych win z odmian winorośli właściwej, wytykają rodzimym zieloność i niedojrzałość owoców. Skąd jednak wniosek, że w naszym klimacie parametr dojrzałości winogron przekłada się na jakość wina w analogiczny sposób, jak w cieplejszych krajach winiarskich? Idźmy dalej, czy niektóre cechy charakterystyczne dla polskiego wina muszą być postrzegane jako ewidentne wady? Na zasadzie analogii przyjrzyjmy się innym owocom. Większość z nas woli twardsze, tryskające orzeźwiającym sokiem jabłka, a takich wśród mocno dojrzałych nie znajdziemy. A śliwki, nektarynki, brzoskwinie, gruszki … te bardzo dojrzałe tracą na świeżości i wyrazistości, stają się w smaku mdławe i nudne. Polskie owoce cenione są w świecie właśnie za ich orzeźwiający, świeży smak i wyraźny aromat. Z winogronami deserowymi jest tak samo - kto raz spróbuje polskich, niechętnie wraca do zalegających w marketach importowanych winogron o smaku wody z cukrem, do której dodano nieco soku gronowego i zamknięto w trawiastej skórce (czasem tylko uda się trafić na smaczne owoce). Bez cienia wątpliwości cechy owoców przenoszą się na przetwory, a że wino jest jednym z nich, stąd w polskim – szczególnie białym - winie ten orzeźwiający pazur, ceniony przez smakoszy. Idealny aperitif, a w upalne dni ożywcze pobudzenie zmysłów.

 

Głównym parametrem określającym dojrzałość owoców, jest zawartość cukru w świeżym soku. Z dotychczasowych doświadczeń polskich winiarzy wynika jednak, że być może w naszym klimacie ta zależność nie jest taka prosta, a proces dojrzewania przebiega inaczej niż w cieplejszych regionach. Jak dotąd nikt nie prowadził takich obserwacji, nikt tego nie badał i chociażby z tego powodu należałoby zachować umiarkowany dystans w ocenach stawianych polskim winom. Skoro dojrzałe polskie winogrona dają taki właśnie efekt, to może należałoby uznać to za ich nieodłączną cechę, a niekoniecznie za wadę. Polscy winiarze nie powinni na siłę naśladować stylu win z cieplejszych winiarskich krajów, bo przez to zatracimy naszą winiarską tożsamość i regionalny charakter produktu. Niektórzy poszli zdecydowanie w kierunku komercji stylizując swoje wina pod gusta przeciętnego konsumenta, bo takie lepiej się sprzedają. Trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę, jaka to kosztowna, a przy tym narażona na duże ryzyko działalność. Inni jednak dbają o zachowanie naturalnej oryginalności polskiego wina, adresując je do bardziej wyrobionych smakoszy szukających nowych doznań i otwartych na nowe kierunki.

W parze z parametrem dojrzałości owoców, której brak bywa czasem niesłusznie zarzucany polskim winom, idzie zawartość kwasów organicznych. I tu, pojawia się kolejna wątpliwość, wskazująca na to, że nie można porównywać ich wprost z winami z cieplejszych krajów. W polskich klimacie proporcje kwasu jabłkowego i winowego są inne niż w cieplejszych krajach, przeważa ten pierwszy, ale czy przez to nasze wina są gorsze? Poziom kwasów w winie jest przecież problem nie tylko polskich winiarzy, borykają się z tym także stare winiarskie kraje. Różnica polega na tym, że u nas trzeba szukać sposobów na obniżenie poziomu kwasów, a w tych drugich jak podnieść ten parametr decydujący o żywotności, świeżości i owocowym charakterze wina. Z cukrem i co za nim idzie alkoholem, jest podobnie, jedni mają problem z niskim poziomem cukru i muszą stosować szaptalizację, drudzy z nadmiarem alkoholu w winie. Nie ma złotego środka i dobrze, bo dzięki temu paleta doznań, jakie czekają na degustatorów jest o wiele szersza.

Geografia wina wciąż się poszerza, tak w kwestii uprawy, jak i światowej konsumpcji. Wpływ na to mają nie tylko zmiany kulturowe. Nadprodukcja wina na świecie zmusza firmy walczące o miejsce na rynku, do stosowania coraz agresywniejszego marketingu. Ale wpływ na to mają także badania naukowe i osiągnięcia hodowlane. Nowe odmiany, takie jak np. Regent, Hibernal czy Johanniter podbijają Europę. Pierwsza polska odmiana – Jutrzenka – ceniona jest już nie tylko w Polsce i wszystko wskazuje na to, że może pojawić się także w winnicach Europy. Mimo tego polscy winiarze wciąż słyszą nawoływania krytyków do tego, by sadzić w Polsce odmiany vitis vinifera, bo takie wina są najbardziej cenione w świecie. Problem w tym, że takie w większości rejonów Polski, a na Podkarpaciu szczególnie, nie sprawdzają się. Winiarze, którzy posłuchali tych podszeptów mocno tego żałują i rekonstruują swoje winnice. Spójrzmy na statystyki corocznych Konwentów Polskich Winiarzy: wina z odmian winorośli właściwej należą do rzadkości, natomiast Rondo, Regent, Seyval Blanc, Bianca, Hibernal, ostatnio także Johanniter czy Solaris urastają do polskiej klasyki. I co w tym złego? Polskie wina zyskują coraz szersze rzesze fanów, kolejnych należy odpowiednio przygotować. I tu ukłon w stronę degustatorów i dziennikarzy piszących o winie oraz apel by patrzyli na polskie wino w szerszym kontekście i unikali prostych porównań z winami z południa i zachodu Europy. Nie można bowiem hamować rozpowszechniania się kultury wina w świecie, nie wolno narzucać jedynej słusznej linii i polecać tylko cabernety, rieslingi, czy inne topowe odmiany. Medialni kreatorzy winiarskiego światka w Polsce powinni z większą dociekliwością i życzliwym dystansem patrzeć na dokonania rodzimych winiarzy. Oczywiście bez fałszywej kokieterii. Bezwzględnie należy odcinać się od szkolnych błędów, które niestety jeszcze się zdarzają. Nadmierne utlenienie, nieumiejętne siarkowanie (o dziwo częściej spotykanym błędem jest niedobór siarki, niż przesiarkowanie), przebijające się nuty redukcyjne, nadmierna szaptalizacja - te proste błędy trzeba wytykać winiarzom i piętnować. Ale szkolne wady to jedno, a promocja oryginalnego stylu polskich wina do drugie. Nie zapominajmy, że nasza oryginalność jest bez wątpienia wartością dodaną, wnosi coś nowego do kultury wina na świecie - to na razie drobna kropelka, ale jakże dla nas ważna! Pamiętajmy także o tym, że współczesne polskie winiarstwo dopiero się tworzy. Czy przez to jesteśmy gorsi? Ubożsi na pewno, ale wszystko przed nami, i nie zapominajmy o tym, że kraje które mają wielopokoleniowe tradycje budowały swoją pozycje bardzo długo. Dokonania dzisiejszych polskich winiarzy ocenią dopiero przyszłe pokolenia. Często słyszy się opinie konsumentów, że nigdy nie dorównamy Francji, Hiszpanii czy Węgrom, ale czy polscy winiarze chcą im dorównać? Nie! Polscy winiarze budują własną tradycję i wcale nie chcą być podróbką innych. Każdy region winiarski na świecie ma swoją specyfikę, swoje uwarunkowania klimatyczne i odpowiednie dla siebie odmiany. Nie mamy szans na dobre wina? To skąd te medale, które polskie wina dostają na międzynarodowych konkursach winiarskich, gdzie wina oceniane są anonimowo?

Ewa Wawro

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Opublikowano w Komentarze i opinie
Więcej w tej kategorii: Po wybojach, ale do przodu! »

Dodaj komentarz

Nowości